wtorek, 29 grudnia 2015

Sensacja w Kurdystanie

Wygląda na to, że wśród wszystkich dotąd odkrytych budowli wzniesionych przez przodków człowieka jest kompleks budowli, prawdopodobnie związanych z religią  w miejscu nazywanym Göbekli Tepe kilka kilometrów od miast Sanliurfa w tureckiej części Kurdystanu. Archeolodzy określili czas powstania tych budowli na 11 tysięcy lat przed naszą erą.


Młodymi więc okazują się takie budowle jak Stonehenge –2300 r. p. n. e., Wielka Piramida 2550 r. p. n. e., czy nawet Świątynie Maltańskie z 3600 r. p. n. e. No bo jak to się ma do budowli z 11000 r. p. n. e. Wydaje się niewiarygodne, a przynajmniej zdumiewające, że jacyś praludzie potrafili jakoś zaprojektować, wymierzyć i skonstruować takie świątynie O tym, że była to budowla religijna i miejsce kultu można wywnioskować chociażby z tego, że budowa tego obiektu musiała trwać setki lat, więc na pewno była przeznaczona dla kogoś – czegoś co nasi ówcześni praprzodkowie uznawali za wieczne, jakieś bóstwo. Przeciętny praczłowiek w tamtych czasach (12 lub 13 tysięcy lat temu) nie żył przesadnie długo, 20 lub może 30 lat dlatego tym bardziej zadziwia konsekwencja ich działań. To ta jakby neandertalczycy zbudowali katedrę. Bez narzędzi, posługując się pięściakami i siłą mięśni. Niektóre kamienne bloki budowli ważą po kilkadziesiąt ton, a ustawili je nasi praprzodkowie, którzy nie znali jeszcze koła, nie prowadzili osiadłego trybu życia, nie byli rolnikami. Potrafili jednak rzeźbić, niektórzy nawet całkiem nieźle, więc chyba wrodzony talent jest całkiem niezależny od czasów i prymitywnych warunków życia.



Nie mniej zdumiewający od starożytności budowli jest fakt, że nikt się jakoś specjalnie nie chwalił posiadaniem takiego reliktu na swoim terytorium. W innych częściach świata wokół prehistorycznych pozostałości powstaje infrastruktura turystyczna, a nawet całe centra naukowe i pseudonaukowe. Tymczasem Göbekli Tepe  pozostawiono w spokoju na pustyni, chociaż samo w sobie stanowi sensację. Być może stało się tak z powodu turecko – kurdyjskich animozji. Kościół Katolicki i muzułmanie też pewnie za mocno nie naciskają, żeby rozpowszechniać wiedzę o istniejących 13 tysięcy lat temu religiach. W każdym razie biorąc pod uwagę ostatnie wydarzenia i powstanie Państwa Islamskiego dobrze się stało z punktu widzenia ewentualnych inwestorów w infrastrukturę turystyczną.


poniedziałek, 7 grudnia 2015

Sześćdziesięciu centurionów

W skład każdego z legionów rzymskich wchodziło zawsze 60 centurii, a dowódcą każdej z nich był centurion, czyli jakby setnik. Myli się jednak każdy kto sądzi, że jeden centurion był równy rangą innemu. Okazuje się, że żaden centurion nie był równy drugiemu. Najwyższy rangą ze wszystkich centurionów w legionie był dowódca pierwszej centurii w pierwszej kohorcie,  najniższy rangą był dowódca szóstej centurii w dziesiątej kohorcie. Nie wiadomo dokładnie w jak i sposób centurioni awansowali, chociaż wiadomo że dowódca pierwszej centurii w kohorcie często dowodził w walce całą kohortą. Ci dowódcy (pierwszych centurii w kohortach) brali również udział w radach wojennych przed bitwami.
Wydaje się, że dowództwo I centurii w I kohorcie było szczytem kariery centuriona. Stanowiska trybunów – w każdym legionie było ich sześciu – obsadzone były przez członków arystokracji. Trybun był w legionie czymś w rodzaju oficera łącznikowego, po odbyciu określonego stażu i osiągnięciu odpowiedniego wieku mógł zostać kwestorem legionu, a później jego dowódcą, czyli legatem. Oczywiście na przestrzeni kolejnych stuleci wojsko rzymskie ewoluowało i zmieniało się uzbrojenie, liczebność jednostek i niektóre zasady. Dla przykładu początkowo za czasów republiki funkcjonowały manipuły, każdy manipuł zawierał dwie centurie, a trzy manipuły tworzyły kohortę. Później, podobno w okresie cesarstwa manipuły zanikły i legion składał się po prostu z dziesięciu kohort, a każda z nich z sześciu centurii.


O manipułach wspomina jeszcze Juliusz Cezar w „Wojnie Galijskiej”, podkreśla też, że skuteczność legionów zależała głównie od dyscypliny. Kulminacyjnym momentem trwającej 7 lat wojny opisywanej przez Cezara można nazwać oblężenie Alezji i stłumienie powstania Wecyngetoryxa, który próbował zrzucić z Galii jarzmo Rzymian. Otóż Wercyngetoryx wraz z 80.000 galijskich wojowników zamknął się w dobrze ufortyfikowanej Alezji ale przedtem rozesłał wszystkich konnych po odsiecz. Cezar oceniwszy, że nie ma szans zdobyć umocnionego miasta szturmem zaczął je oblegać mają przy sobie 10 legionów mocno przetrzebionych po siedmiu latach wojny. Historycy szacują, że mógł mieć pod komendą około 40.000 żołnierzy.
Już sam fakt, że przez miesiąc zdołał utrzymać w oblężeniu dwukrotnie liczniejszego przeciwnika i zdobywać zaopatrzenie we wrogim sobie terenie jest zadziwiające. Jednak to nie wszystko, bo po trzydziestu dniach, gdy oblężonym kończyła się już żywność nadeszła odsiecz, 300.000 wojowników ze wszystkich galijskich plemion. Legioniści zostali zmuszeni do walki na dwa fronty, a oblężeni i odsiecz walcząc widzieli się wzajemnie ale nic im to nie dało. Dzięki dyscyplinie Rzymianie nie przerywając walki z oblężonymi rozgromili i przegnali tych co przyszli im z odsieczą.

Juliusz Cezar jest bardzo subiektywny i stronniczy, a część jego relacji ma charakter propagandowy, bo pisze je formie sprawozdania dla senatu, w którym miał i przyjaciół i wrogów. Mimo to czytając o jego wyprawach za Ren i do Brytanii ma się wrażenie jak przy czytaniu książki podróżniczej. Skąd się wzięła nazwa Prowansja? Oczywiście od rzymskiej nazwy Prowincja. Na początku była Galia Przedalpejska i Galia Zaalpejska, później Galię Przedalpejską przyłączono do Italii, a Galię Zaalpejską w dolinie Rodanu, Rzymianie zaczęli nazywać Prowincją, co się ogólnie przyjęło.