czwartek, 12 lutego 2015

Kobieta, za którą walczyli Wikingowie

„Saga o Jarlu Broniszu” to piękna opowieść pisana ku pokrzepieniu serc podczas okupacji hitlerowskiej, ballada o czsach dawnych. W czasach średniowiecza młodymi państwami chrześcijańskimi rządzili władcy i ich rodziny. W rodzinach władców i królów bardzo istotnym, faktem było to kto jest czyim synem, bratem, siostrą.... Zdarzało się, że jedna rodzina rządziła kilkoma krajami, a interesy dynastii były sprzeczne z interesami poszczególnych państw. W tamtych dawnych czasach również funkcjonowała korupcja, dokonywano zbrodni, zdrady, wiarołomstwa, posługiwano się kłamstwem, jednak nie było to wcale zjawiskiem powszechnym. Była jakaś równowaga, jakaś druga strona medalu. Żyło wtedy wielu ludzi honorowych, którzy byli lojalni i nieprzekupni, brzydzili się zdradą i kłamstwem. O początkach polskiej państwowości w tamtych trudnych czasach opowiada „Saga o Jarlu Broniszu”   
Bolesław Chrobry zabiegał wtedy o koronę, a nieocenioną pomoc w tych staraniach niosły mu dwie kobiety: ciotka Adelajda – królowa Węgier i siostra Świętosława – królowa Północy: najpierw Szwecji, później Danii. Ludzie nie dożywali wtedy późnej starości, więc ich dokonania podczas krótkiego życia muszą budzić podziw. Zwłaszcza ogromny podziw budzi dzielność kobiety, która wydana w młodym wieku za mąż królowi Szwecji, wcale nie zechciała być potulną kurą domową jak inne jej współczesne kobiety. Żyjąc wśród groźnych i raczej gruboskórnych Wikingów, potrafiła sobie zdobyć ich uznanie i szacunek, a nawet posłuch. Urodziła syna, który został królem Szwecji, a po śmierci męża przypieczętowała przymierze z Danią poślubiając jej króla. Jemu też urodziła dwóch synów, którzy później byli królami Danii. Być może brała udział w podboju Anglii, dokonanym przez swego syna Kanuta Wielkiego króla Danii. Wszystkich tych czynów dokonała podczas krótkiego, około 50-letniego życia.



Długo jeszcze po śmierci żyła w skandynawskich sagach i legendach. Opiewali ją jako piękną Sygrydę Storradę – ten przydomek zyskała podobno po tym jak kazała żywcem spalić jakiegoś pomniejszego władcę, który ośmielił się ubiegać o jej względy. Sagi są jednak zwodnicze i fakty mieszają się w nich z fantazją. Niektórzy historycy twierdzą, że nie wszystkie sagi o Sygrydzie dotyczą tej samej osoby. 

Historia? a kogo to dzisiaj obchodzi?

Zauważyłem, że internauci, zwłaszcza młodzi, są na ogół dość odporni na historię. Nie zrażam się tym ale i nie dziwię. Tak zwane szkoły wyższe, skomercjalizowały się i w pogoni za kasą nie widzą powodu, żeby wydatkować środki na jakiekolwiek badania historyczne. Wydawcy książek również działają wolnorynkowo, zamiast opracowań historycznych wydają raczej instrukcje obsługi programów komputerowych lub kolejne interpretacje ciągle zmieniających się przepisów. Nikt nie ma pieniędzy ani czasu na historię, zwłaszcza taką której nie da się pokazać za pomocą kilku zdjęć lub krótkiego filmiku. Nie dziwię się więc młodym ludziom, których cała rzeczywistość zdaje się odciągać nie tylko od historii ale również od prawdziwego życia. Być może gdzieś tu tkwi błąd, bo gdy w zimie spadło trochę śniegu, widziałem ile frajdy sprawiało dzieciakom zwykłe ale prawdziwe zjeżdżanie z górki na sankach. Nawet tym dzieciom, które zazwyczaj cały swój wolny czas spędzają w świecie nieprawdziwym, siedząc przed komputerem. 
Wszystko to jest przyczyną faktu, że jedyne opracowania historyczne, którymi dysponujemy, pochodzą z okresu PRL-u i same te opracowania powoli stają się historią. Taką właśnie pozycją jest „Bitwa pod Koronowem 10 X 1410”







Sama bitwa była wydarzeniem dość istotnym z dwóch powodów:
1.     Miała miejsce w 3 miesiące po bitwie pod Grunwaldem i chociaż brało w niej udział znacznie mniej osób, być może była dla losów Polski ważniejsza niż Grunwald. Powstrzymała najazd krzyżaków, który nastąpił w bardzo niedogodnym dla Jagiełły momencie, gdy całe rycerstwo walczące pod Grunwaldem rozjechało się do domów zniechęcone obleganiem Malborka. Rycerstwo było w tamtych czasach w Polsce zbierane na zasadach pospolitego ruszenia i żadna siła nie mogła ich powstrzymać przed rozejściem się, zwłaszcza po wygranej bitwie. Pod Koronowo Jagiełło wysłał tylko swoich przybocznych, którzy go nie opuścili i rycerstwo z Wielkopolski, które zdążył zebrać,
2, Bitwa pod Koronowem nazywana jest ostatnią bitwą średniowiecznej Europy Wszystkie, które nastąpiły później, a także bitwa pod Grunwaldem, która miała miejsce wcześniej, były rozstrzygane przez taktykę i zmasowane ataki poszczególnych oddziałów. Podczas bitwy pod Koronowem walczyli rycerze brandenburscy z rycerzami wielkopolskimi, robiąc sobie przerwy gdy się zmęczyli.


poniedziałek, 2 lutego 2015

Bitwa pod Grunwaldem

. Zwiedzanie zamku w Malborku, a także innych zamków krzyżackich rozbudziło moją wyobraźnię, tak bardzo że aż postanowiłem trochę pogdybać, a także poczytać trochę co sądzą o krzyżakach historycy. Sam historykiem nie jestem ale może to i lepiej. Dzięki temu nie zawracam sobie głowy nudnymi datami  i tak zwanymi tekstami źródłowymi, które tylko gmatwają obraz sytuacji, bo jak wiadomo każdy kronikarz ma jakieś swoje racje, no i oczywiście sponsora.
Jak to się stało, że po wybiciu większości rycerzy zakonnych w bitwie pod Grunwaldem Polacy pozwolili na odrodzenie się państwa zakonnego? Przecież bezpośrednio po tej bitwie była najlepsza okazja, żeby to państwo całkowicie zlikwidować. Zapewne nie powstałyby wtedy Prusy, które wzięły dość aktywny udział w rozbiorach Polski. Henryk Sienkiewicz napisał w „Krzyżakach”, że pod Grunwaldem poległo 600 braci zakonnych, ale aż tylu to ich w Polsce nie było. Na terenie państwa zakonnego było niewiele więcej niż 20 komturii, a w każdej komturii teoretycznie funkcjonował jeden komtur i 12 braci zakonnych, na wzór 12 apostołów. W praktyce bywało różnie, ale można chyba przyjąć liczbę 12 za średnią. Według tego rachunku rycerzy zakonnych było w całym państwie około 300 z czego około 250 brało podobno udział w bitwie pod Grunwaldem, a 203 tam poległo, oczywiście też podobno.
Całą resztę osób walczących po stronie krzyżaków – podobno około 38 tysięcy (różne opracowania podają różne liczby) można nazwać żołnierzami zawodowymi. Byli to knechci zakonni, goście krzyżaccy, ale również najemnicy z państw niemieckich, Śląska, Czech i Moraw. Była to więc bitwa wielu narodów,  bo i po polskiej stronie oprócz Litwinów również brało udział wielu Czechów, na przykład słynny skądinąd Jan Żiżka. Mniejsza zresztą o szczegóły, faktem jest, że większość krzyżaków, w tym najważniejsze osoby w państwie oraz prawie cała siła militarna poległa na polach grunwaldzkich. Szkoda, że nie udało się Jagielle doprowadzić do całkowitej klęski Zakonu. Było blisko i chociaż polscy historycy za nie wykorzystanie zwycięstwa pod Grunwaldem obwiniają właśnie Jagiełłę i jego niezdecydowanie, wcale nie jest to takie jasne. Zarówno Sienkiewicz jak i nauczyciele historii w szkołach wyrabiają w kolejnych młodych Polakach przekonanie o słabości i ciągłych wahaniach całkiem bystrego moim zdaniem króla, a niewiele albo wcale nie wspominają o ograniczających go uzależnieniach.
Pospolite ruszenie to nie armia,  prawie nikogo z ludzi, którzy bili się pod Grunwaldem po polskiej stronie nie można nazwać żołnierzem, a już tym bardziej żołnierzem króla. W zasadzie król dowodził bezpośrednio tylko swoimi rycerzami przybocznymi i tylko na nich mógł zawsze liczyć. Zapewne długo po wygranej bitwie musiał przekonywać wszystkich możnowładców, żeby jednak maszerować pod Malbork. W trakcie tych przekomarzań prawdopodobnie odszedł zniecierpliwiony kniaź Witold wraz ze wszystkimi wojownikami litewskimi, bo nikt nie wspomina jakoś, że był pod Malborkiem. Po krótkim obleganiu twierdzy panowie rycerze, książęta, itd. postanowili rozjechać się do domów i żadna siła nie była w stanie tego postanowienia zmienić. Jagiełło pozostał na Pomorzu sam ze swymi przybocznymi i żeby odeprzeć kontruderzenie krzyżaków w bitwie pod Koronowem musiał zorganizować całkiem nową „armię”, tym razem spośród Wielkopolan.
Nie można też wykluczyć tego, że sami krzyżacy mieli swój udział w skłóceniu Polaków, żeby nie dopuścić do zdobycia Malborka. Mieli przecież dobrze rozwinięty wywiad, mieli swoich ludzi przy papieżu i przy cesarzu, czy dziwnym by było gdyby mieli ich wśród polskich możnowładców? Dzięki dobrym stosunkom z papiestwem krzyżacy jako jedyny zakon rycerski uzyskali taki przywilej, że mogli przyjmować do swoich szeregów ludzi wyjętych spod prawa: morderców i bandytów, byle by tylko mieli rycerskie pochodzenie. Czyniło to z nich coś w rodzaju średniowiecznej legii cudzoziemskiej, ale chyba nie przysparzało im sympatii innych zakonów.