poniedziałek, 2 lutego 2015

Bitwa pod Grunwaldem

. Zwiedzanie zamku w Malborku, a także innych zamków krzyżackich rozbudziło moją wyobraźnię, tak bardzo że aż postanowiłem trochę pogdybać, a także poczytać trochę co sądzą o krzyżakach historycy. Sam historykiem nie jestem ale może to i lepiej. Dzięki temu nie zawracam sobie głowy nudnymi datami  i tak zwanymi tekstami źródłowymi, które tylko gmatwają obraz sytuacji, bo jak wiadomo każdy kronikarz ma jakieś swoje racje, no i oczywiście sponsora.
Jak to się stało, że po wybiciu większości rycerzy zakonnych w bitwie pod Grunwaldem Polacy pozwolili na odrodzenie się państwa zakonnego? Przecież bezpośrednio po tej bitwie była najlepsza okazja, żeby to państwo całkowicie zlikwidować. Zapewne nie powstałyby wtedy Prusy, które wzięły dość aktywny udział w rozbiorach Polski. Henryk Sienkiewicz napisał w „Krzyżakach”, że pod Grunwaldem poległo 600 braci zakonnych, ale aż tylu to ich w Polsce nie było. Na terenie państwa zakonnego było niewiele więcej niż 20 komturii, a w każdej komturii teoretycznie funkcjonował jeden komtur i 12 braci zakonnych, na wzór 12 apostołów. W praktyce bywało różnie, ale można chyba przyjąć liczbę 12 za średnią. Według tego rachunku rycerzy zakonnych było w całym państwie około 300 z czego około 250 brało podobno udział w bitwie pod Grunwaldem, a 203 tam poległo, oczywiście też podobno.
Całą resztę osób walczących po stronie krzyżaków – podobno około 38 tysięcy (różne opracowania podają różne liczby) można nazwać żołnierzami zawodowymi. Byli to knechci zakonni, goście krzyżaccy, ale również najemnicy z państw niemieckich, Śląska, Czech i Moraw. Była to więc bitwa wielu narodów,  bo i po polskiej stronie oprócz Litwinów również brało udział wielu Czechów, na przykład słynny skądinąd Jan Żiżka. Mniejsza zresztą o szczegóły, faktem jest, że większość krzyżaków, w tym najważniejsze osoby w państwie oraz prawie cała siła militarna poległa na polach grunwaldzkich. Szkoda, że nie udało się Jagielle doprowadzić do całkowitej klęski Zakonu. Było blisko i chociaż polscy historycy za nie wykorzystanie zwycięstwa pod Grunwaldem obwiniają właśnie Jagiełłę i jego niezdecydowanie, wcale nie jest to takie jasne. Zarówno Sienkiewicz jak i nauczyciele historii w szkołach wyrabiają w kolejnych młodych Polakach przekonanie o słabości i ciągłych wahaniach całkiem bystrego moim zdaniem króla, a niewiele albo wcale nie wspominają o ograniczających go uzależnieniach.
Pospolite ruszenie to nie armia,  prawie nikogo z ludzi, którzy bili się pod Grunwaldem po polskiej stronie nie można nazwać żołnierzem, a już tym bardziej żołnierzem króla. W zasadzie król dowodził bezpośrednio tylko swoimi rycerzami przybocznymi i tylko na nich mógł zawsze liczyć. Zapewne długo po wygranej bitwie musiał przekonywać wszystkich możnowładców, żeby jednak maszerować pod Malbork. W trakcie tych przekomarzań prawdopodobnie odszedł zniecierpliwiony kniaź Witold wraz ze wszystkimi wojownikami litewskimi, bo nikt nie wspomina jakoś, że był pod Malborkiem. Po krótkim obleganiu twierdzy panowie rycerze, książęta, itd. postanowili rozjechać się do domów i żadna siła nie była w stanie tego postanowienia zmienić. Jagiełło pozostał na Pomorzu sam ze swymi przybocznymi i żeby odeprzeć kontruderzenie krzyżaków w bitwie pod Koronowem musiał zorganizować całkiem nową „armię”, tym razem spośród Wielkopolan.
Nie można też wykluczyć tego, że sami krzyżacy mieli swój udział w skłóceniu Polaków, żeby nie dopuścić do zdobycia Malborka. Mieli przecież dobrze rozwinięty wywiad, mieli swoich ludzi przy papieżu i przy cesarzu, czy dziwnym by było gdyby mieli ich wśród polskich możnowładców? Dzięki dobrym stosunkom z papiestwem krzyżacy jako jedyny zakon rycerski uzyskali taki przywilej, że mogli przyjmować do swoich szeregów ludzi wyjętych spod prawa: morderców i bandytów, byle by tylko mieli rycerskie pochodzenie. Czyniło to z nich coś w rodzaju średniowiecznej legii cudzoziemskiej, ale chyba nie przysparzało im sympatii innych zakonów.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz