czwartek, 21 maja 2015

Niby zwykła powieść, a uratowała ludzkość

Nie ma już dziś wyścigu zbrojeń ani zimnej wojny między „Wschodem” i „Zachodem”. Przynajmniej nie na taką skalę jak kiedyś. Mamy traktaty o zakazie prób z bronią jądrową i o nie rozprzestrzenianiu broni jądrowej. Mamy wreszcie organizacje międzynarodowe: ekologiczne, humanitarne i działające na rzecz rozbrojenia. Może te organizacje nie są zbyt silne, ale to nie siła jest ich domeną, raczej informacja. To właśnie informacją, a nie siłą wpływają na działania rządów państw oraz zmieniają świadomość światowej opinii publicznej. Poza tym powstało już sporo filmów pokazujących co może nas spotkać po rozpętaniu konfliktu nuklearnego. Obrazy naszej zniszczonej planety z tych filmów wniknęły do świadomości milionów ludzi, którzy je oglądali. Utrwaliły w tych umysłach – miejmy nadzieję – świadomość bezsensu totalnej wojny.
Zanim jednak podpisano traktaty, zanim powstały międzynarodowe organizacje, zanim zaczęto produkować filmy wybijające ludziom z głów dobrodziejstwa broni jądrowej, było inaczej. Świadomość opinii publicznej była nakręcana spiralą zbrojeń. Ci którzy zarabiali na produkcji broni jądrowej wbijali tej opinii do głów, że bomba atomowa to cudowny lek na wszystko. Wiele państw poczuło się zagrożonych z powodu nie posiadania broni jądrowej. Stany Zjednoczone chciały jej mieć jak najwięcej. Ciągle ją ulepszały i produkowały. Coraz więcej.
Nikt nie myślał, że ilość tej wyprodukowanej już broni wystarczy, żeby zlikwidować życie na Ziemi, nawet kilkakrotnie. Panowało głębokie przekonanie, podsycane zapewne przez branżę budowlaną, że najskuteczniejszą obroną przed bronią masowego rażenia są schrony. Całe tony pieniędzy zostały wydane na ich budowę. Powstawały podziemne miasta, wielopiętrowe bunkry i centra dowodzenia. Panowała psychoza strachu, każdy Amerykanin chciał mieć prywatny schron przeciwatomowy. W Polsce do dziś w pomieszczenia schronów posiadają wszystkie budynki budowane w tamtym okresie, czyli w latach 50-60-siątych XX wieku. Kiedyś mieszkałem w takim budynku i te schrony widziałem. Propaganda nakręciła psychozę i wojna totalna wisiała na włosku. Każdy, nawet najdrobniejszy zatarg mógł zapoczątkować zagładę ludzkości.
W samym środku tej psychozy, w czasie gdy na atolu Bikini przeprowadzano kolejne próby mające udoskonalić broń jądrową, czyli w 1957 roku Nevil Shute napisał powieść „Ostatni brzeg” Posługując się prozą i poezją tak plastycznie i tak sugestywnie przedstawił obraz planety po konflikcie nuklearnym, że przekaz trafiał do każdego czytelnia. Trafił też do filmowców i w wersji filmowej zaczął zmieniać świadomość ludzi i budzić refleksje nawet w najbardziej zatwardziałych głowach. Ludzie zaczęli pojmować, że na nic im się nie przydadzą schrony jeżeli nie będzie można z nich kiedyś wyjść. Tym bardziej, że gdyby nawet przetrwali w nich kilkadziesiąt lat nie będzie po co wychodzić na martwą planetę. Refleksja przekazu Nevila Shute zapoczątkowała pewien proces, któremu zawdzięczamy późniejsze traktaty, itd. Nie wiadomo skąd w nim się wzięła taka wizja w1957 roku ale może dzięki niej .... żyjemy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz